AKTUALNOŚCI
W samo okienko (68) - Jak wytresować smoka25.01.2016r.
Można sobie nieźle połamać język bez tortur. Wyryte przez celtyckich druidów motto "Dyfal donc a dyr y garreg"* wprawia w osłupienie. Samo przeczytanie tego zdania bez zająknięcia napełnia sukcesem niczym przejazd slalomem bez dotknięcia tyczki. Naturalnie zrozumienie tej sentencji bez sięgnięcia do pomocy naukowych jest wręcz niemożliwe. Chyba że jest się urodzonym mieszkańcem Cymru (czytaj: kom-ri), a nad jego głową powiewa flaga z czerwonym smokiem na biało-zielonym tle.

Tymczasem ten urokliwy zakątek Wysp Brytyjskich wszyscy nazywają Walią. To specyficzny kraj na piłkarskiej mapie Starego Kontynentu, zwanego Europą, bo we własnej lidze Dafabet Welsh Premier League nie grają najlepsze zespoły... Czołowe kluby sprytnie podczepiły się pod obwieszone milionami funtów rozgrywki sąsiedniej Anglii i w obecnym sezonie Walia ma jedynaka w najsilniejszym gronie Premier League. Mowa tutaj o Swansea, czyli piłkarzach z czarnym łabędziem w herbie. Natomiast na zapleczu angielskiej ekstraklasy gra Cardiff, klub ze stolicy Walii.

Przez blisko sześć dekad czkawką odbijało się pragnienie Walijczyków w wywalczeniu ich reprezentacji awansu do finałów mistrzostw świata czy Europy, bo ostatni raz pojawili się na mundialu w 1958 roku. Chóralne "Cymru am byth!", czyli "Walia na zawsze!", nie wychodziło poza stadionowe trybuny eliminacji. Mając na uwadze fakt, że sklecenie kadry z zawodników grających na co dzień w najmocniejszych klubach angielskich nie nastręczało kłopotów, ale samo "wytresowanie" Smoka z Cymru powoli obrastało mchem niczym jedna ze współczesnych celtyckich legend. Kolejni selekcjonerzy niczym królowie posyłali oddziały swoich zbrojnych, ale ci kruszyli tylko kopie i nie mogli odczarować fatalnego zaklęcia. Pomogło poszerzenie obsady turniejowej z 16 do 24 zespołów (?).

Jak się przejrzy annały eliminacji i zestaw kart z legendami walijskiej piłki, to głowa sama zaczyna kręcić się z niedowierzania jak wahadełko. Światowy futbol był okrutny dla wielu piłkarzy, którzy w klubach sięgali po najwyższe trofea, a tymczasem z reprezentacją nie zrobili tego najważniejszego sztycha. Dla przykładu Ian Rush, dziś uśmiechnięty 55-latek, w latach swojej super kariery w barwach FC Liverpool wygrał m.in. dwa razy Puchar Europy (dzisiejsza Liga Mistrzów), a w sumie w 660 meczach dla The Reds strzelił... 346 goli. W reprezentacji ten napastnik mógł pochwalić się dorobkiem 28 trafień w 73 spotkaniach co po dziś dzień widnieje na tablicy rekordów. Szczupły, wysoki i do tego wąsaty Rush opowiedział w jednym z wywiadów o tajemnicy mokrych butów: "Kiedyś graliśmy z Luton i moje buty były bardzo twarde. Oczywiście wtedy skóra butów była zupełnie inna niż dzisiaj. Poszedłem do łazienki i je namoczyłem. Zmiękły nieco, wyszedłem na boisko i strzeliłem pięć bramek. W sumie wygraliśmy 6:0. Od tamtego czasu przed każdym meczem moje buty były namoknięte".

Oprócz Rusha należy wymienić dwóch ex-"diabłów" z Manchesteru United: 42-letniego obecnie Ryana Giggsa oraz 52-letniego Marka Hughesa. Żadnemu z nich nie udało się uskrzydlić walijskiego Smoka aż pojawił się Gareth Bale. Bale ma 19 trafień w dotychczasowych 54 występach w kadrze i jest bez wątpienia liderem zespołu, a wspiera go niemniej błyskotliwy pomocnik Aaron Ramsey, na co dzień "Kanonier" z Arsenalu Londyn.

Na łamach walijskiego portalu walesonline.co.uk selekcjoner reprezentacji Walii Chris Coleman wyznał swego czasu, że po wyjazdowej porażce w 2012 z Serbią (1:6) był bliski podania się do dymisji. "Cóż... Miałem wątpliwości po tej przegranej, czy aby na pewno dalej dam radę. To był najgłębszy dołek w jakim się znalazłem. W klubach byłem w ciężkich sytuacjach, przegrałeś jeden mecz lub kilka spotkań z rzędu, ale pojedynek z Serbią nie był zwykłą porażką. To była katastrofa. Ośmieszyliśmy sami siebie. Nigdy tak się nie czułem wcześniej. Ale okazałbym się tchórzem, gdybym wtedy zrezygnował". Co go powstrzymało? Porozmawiał z ojcem, który z prastarego elementarza wyciągnął jedną z prawd: "To jest walka synu. Jeśli przegrywasz, musisz wstać i dalej iść za ciosem, a nie wycofać się na czworaka, bo wtedy jeszcze ktoś może dać mocniejszego kopa w zadek".

Colemanowi udało się zatem wprowadzić Smoka na futbolowe salony i już zaczynają ostrzyć zęby na czerwcowy pojedynek w grupie z Anglią.

*Owo prastare powiedzenie "Dyfal donc a dyr y garreg" oznacza to, że jeśli za pierwszym razem Ci się nie uda, próbuj kolejny raz i kolejny, aż w końcu osiągniesz to, co chcesz.

(© arek.lewenko@interia.pl)

::  Copyright © 2003-2022 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::