AKTUALNOŚCI
W samo okienko (66) - Més que un club02.01.2016r.
Czym były "barcelonki"? Pozostały wspomnieniem, ociekającym radością ze zdobytych goli i postrzępionymi nerwami z ich utraty. Dotyk "barcelonek" był bardzo przyjemny, gładko przylegały do ciała, dawały ciepło jesienią i wczesną wiosną, a i w upalne dni stawały na wysokości zadania, pomimo swoich długich rękawów. Nikt nie chciał ich zdejmować i wcale nie wynikało to z faktu, że nie było innego kompletu strojów do gry. "Barcelonki" były talizmanem zwycięstw debrznian.

Splotło się to w okresie - wczesne lata 90. ubiegłego wieku - gdy na ławce trenerskiej klubu FC Barcelona brylował Johan Cruyff i tworzył Dream Team. Na swój dowcipny sposób stworzyliśmy nad Debrzynką porównanie "barcelonek" do Blaugrany, jak określa się zespół z Katalonii, i mogę założyć się o dużą stawkę, że u każdego z nas tlił się wówczas ogień futbolowej pasji. Któż wówczas nie chciał mieć atomowego strzału jak Holender Ronald Koeman, ponaddźwiękowej szybkości niczym Bułgar Christo Stoiczkow, czy też zabójczej zdolności wkręcenia obrońców w murawę jak Duńczyk Michael Laudrup. Tych bohaterów śledziliśmy na bieżąco tylko w telewizji. Zobaczenie ich na "żywe oczy" - jak mówił mój syn - było marzeniem wciśniętym gdzieś głęboko w kącie.

Jimmy Burns, Brytyjczyk urodzony w Hiszpanii, znany był wcześniej z wydania bardzo dobrej biografii o DAM, czyli Diego Armando Maradonie, zatytułowanej "Ręka Boga". W najnowszej pozycji "Barça. Życie. Pasja. Ludzie" Burns odkrywa przed nami karty historii piłkarskiej FC Barcelony od momentu jej powstania po rok 2009. Na blisko 500. stronach fani Dumy Katalonii mogą przekonać się CZYM tak naprawdę jest ten klub.

Miałem okazję być na Camp Nou przed kilku laty i ujrzeć ogrom tej futbolowej świątyni. Nie zobaczyłem żadnego meczu, ale już samo zwiedzanie obiektu przyprawiało o ciarki na plecach. A co dopiero atmosfera pojedynku ligowego, nie mówiąc o El Clasico. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są naznaczone nieustannym "wyścigiem zbrojeń" pomiędzy madryckim Realem a Barçą. Burns poświęcił temu wątkowi obszerną część książki, ukazując niezłomność Katalończyków w demonstrowaniu swojej odmienności i przez to kłopotów na scenie politycznej. Walka o wpływy w polityce, jak i na boisku, są scementowane ze sobą jak marchewka z groszkiem. Més que un club. Więcej niż klub, bo każda wychodząca na murawę "jedenastka" Barcelony dźwiga na barkach nie lada ciężar bitew o niepodległość tego regionu Europy.

O ile można mieć dość w pewnym momencie tej politycznej papki, to dla mnie odkryciem opowieści Burnsa był Węgier Ladislao Kubala, który na początku lat 50. ubiegłego wieku czmychnął z komunistycznego kraju i poprzez Italię wylądował w Blaugranie. Jak ważny był ten piłkarz, niech świadczy prosta statystyka: Kubala zanotował 329 występów w barwach FCB i zdobył 194 bramki, choć nie stronił od "gry w butelkę" poza boiskiem, choćby na sławnej ulicy La Rambla.

Przekonałem się na amen jak mocno szkoła holenderska odbiła swoje piętno na drużynie z Camp Nou. Zaczęło się od Rinusa Michelsa, potem wspomniany wyżej Johan Cruyff, grono ściąganych przez niego rodaków jako zawodników. Futbol totalny stał się wizytówką tego pięknego miasta nad Morzem Śródziemnym. Sam Josep Guardiola, biedne dziecko z przedmieść Barcelony, który zadebiutował za czasów Cruyffa, przyznał jak wiele nauczył się od Johana.

Aż pojawił się LAM, czyli Lionel Andres Messi, którego Burns tylko "napoczął" i musi mu poświęcić osobną książkę w swoim czasie.

PS. Książka ma blisko 500 stron. Brak opisów przyrody - tak dobrze nam znanych z lektur obowiązkowych - rozległych niczym mokradła nie pozwoli Wam na przeskakiwanie i opuszczanie rozdziałów. Mimo grubej warstwy politycznej piłka wypływa na powierzchnię i jest co czytać.

Jimmy Burns - "Barça. Życie. Pasja. Ludzie", Wydawnictwo SQN, 2014.

(© arek.lewenko@interia.pl)


::  Copyright © 2003-2022 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::