AKTUALNOŚCI
W samo okienko (59) - Baśń o Duńskim Dynamicie11.01.2015r.
Byli zespołem niczym gwiazdy rocka tyle, że w koszulkach z poliestru. I pomimo tego, że nie zdobyli żadnego mistrzowskiego tytułu, to i tak zawładnęli sercami kibiców nie tylko kilkumilionowej Danii, ale i w innych częściach globu. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku stali się postrachem dla wielkich piłkarskich potęg, grając futbol nie z tej ziemi. "We are red / We are white / We are Danish Dynamite!".

W dzieciństwie Dania bezsprzecznie kojarzyła mi się z klockami LEGO, które niestety jakoś Święty Mikołaj nie był w stanie dowieźć mi pod choinkę, bo podobno był zatrzymywany na granicy PRL-u. Przepraszam - już w NRD go zahaltowali i obrabowali... Pozostało mi zatem przeglądanie samych katalogów o klockach i oglądanie komedii o nieudacznikach z Gangu Olsena, dla których zawsze było "klawo jak cholera". Naturalnie był jeszcze Jan Christian Andersen, ale komu wtedy chciało się czytać o brzydkim kaczątku, choć nie powiem - Dziewczynka z Zapałkami była nam bliska, biedna i zmarznięta.

Skąd temat o Duńczykach? Wyjaśniam w te pędy - sięgnąłem po lekturę, której niestety nie ma jeszcze przetłumaczonej na język polski, ale tym którzy władają angielszczyzną polecam ją bez dwóch zdań. Tercet autorów Smyth-Eriksen-Gibons postanowił zabrać nas trzy dekady wstecz i przybliżyć kultowy zespół poskładany przez "Alemano Bruto", jak mawiano o Niemcu Seppie Piontku. Lata 80-te ubiegłego wieku to nie była tylko era disco, ale i futbolu, za którym wiem, że wielu tęskni po dziś dzień.

Jak doszło do eksplozji "Duńskiego Dynamitu", którego lont podpalił Piontek? Dlaczego nastąpiło to tak późno?

Późno? Faktycznie, bo jak pogrzebiemy w statystykach, to natkniemy się na wiele sukcesów dla duńskich piłkarzy tyle, że nie w reprezentacji kraju. Weźmy choćby "Złotą Piłkę" w 1977 roku dla Allana Simonsena, którą wywalczył dzięki fantastycznemu sezonowi w Borussii M'Gladbach. Inni zawodnicy, grający w klubach Belgii, Holandii czy właśnie Niemiec, wygrywali europejskie puchary. Jak się okazuje cały kłopot tkwił w tym, że duński związek piłkarski miał archaiczne spojrzenie na reprezentację i stawiał na futbol amatorski. Paradoksalnie Dania była wówczas jak dzisiejsze San Marino czy Wyspy Owcze, gdzie grali amatorzy otrzymujący powołanie do kadry przez... radę związku, a nie przez selekcjonera. A jaka jest wartość ligi duńskiej? Nic się nie zmieniło do dziś.

W 1979 roku wylało się jednak duże piwo, bo do gry wszedł browar Carlsberg i zaczął inwestować w reprezentację, ale i postawił pewne wysokie wymagania. To był pierwszy punkt zwrotny w historii Kraju LEGO. Drugim było zatrudnienie Piontka na stanowisko selekcjonera z krwi i kości, który właśnie wrócił z Haiti, gdzie musiał sobie radzić nie tyle z piłkarzami tamtejszej wyspy, ale przede wszystkim z rytuałami voodoo. Trzecim punktem zwrotnym było zwycięstwo w 1983 roku na Wembley 1:0 z Anglią po golu wspomnianego Simonsena, co okazało się kluczem do awansu na EURO 1984, gdzie Dania błysnęła jak zespół i pokazała co najmniej trzy gwiazdy: Soren Lerby, Michael Laudrup i Preben Elkjaer Larsen, a Simonsen (grający na co dzień w FC Barcelonie) w pierwszym meczu z Francją złamał nogę i pożegnał się z turniejem. Dania miała zagrać w finale ponownie z gospodarzami Francją, ale Elkjaer przestrzelił karnego w półfinale. Było morze łez wylanych przez potomków wikingów, którzy wręcz najechali Kraj na Sekwaną. Zresztą perypetie fanatycznych kibiców, którzy wynajęli autobus, by dojechać do Meksyku na mundial dwa lata później, to osobny rozdział pełen pasji i historyjek na dobranoc.

Nie przytoczę wszystkich anegdot z książki, żeby nie pozbawiać smaku jej przeczytania. Na zaostrzenie apetytu zaserwuję trzy. Pierwsza jest o Laudrupie, który jako 19-latek został kupiony w 1983 roku przez Juventus Turyn, ale ze względu na fakt, że przepisy Serie A zezwalały wówczas na grę w kadrze tylko dwóch obcokrajowców ("stranieri"), to Duńczyk został wypożyczony do Lazio Rzym, ale w 1985 roku powrócił, bo miejsce musiał mu zwolnić? Zbigniew Boniek (odszedł do AS Roma). Druga ciekawostka mówi o boiskowym sprycie i niesamowitej zimnej krwi filarów defensywy. Trudno to sobie wyobrazić, ale Ivan Nielsen i Soren Busk, o których żartobliwie mówiło się "Dwie wieże", w swoich łącznie 112 występach w kadrze otrzymali razem tylko trzy żółte i ani jednej czerwonej kartki. Na deser o golkiperze. Ole Qvist, który szturmem wdarł się między słupki w kadrze, wdziewał na co dzień inne rękawice. Był policjantem drogówki w Kopenhadze, a po pracy robił wiadomo co na murawie. Kiedy Dania awansowała na EURO'84, pracodawca był tak dumny z Qvista, że z wielką radością udzielił mu urlopu na czas piłkarskich mistrzostw. Po turnieju Qvist otrzymał propozycję kontraktu w angielskim QPR, ale ją odrzucił. Wolał posadę w policji i grę w lokalnym stołecznym klubie.

PS. Rob Smyth, Lars Eriksen, Mike Gibbons - "Danish Dynamite. The Story of Football's Greatest Cult Team".

(© arek.lewenko@interia.pl)


::  Copyright © 2003-2022 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::