AKTUALNOŚCI
W samo okienko (54) - M(i)Ś Jogi20.10.2014r.
Schwarzwald, czyli "Czarny las", jest nazwą masywu górskiego w Niemczech, który swoimi geograficznymi cechami przypomina nasze Bieszczady. Tam i tu można napotkać niedźwiedzie, ale najsłynniejszym "misiem" jest bez wątpienia Joachim Löw, noszący od dawna pieszczotliwy przydomek "Jogi", a od lipca 2014 również tytuł Mistrza Świata.

Kiedy Niemcy przegrali towarzysko z Argentyną (2:4) nikt nie robił z tego dramatu. Robiąc skrót z tego pojedynku znacznie więcej czasu poświęcono na obszerne fragmenty z pożegnania kilku piłkarzy, takich jak Philip Lahm czy Miroslav Klose, kończących na własne życzenie reprezentacyjną karierę. Wielu z nas pytało: "Co im strzeliło do łba? Mogliby przecież jeszcze pograć?!". W rurociągu pieniędzy płynącym do klubowego futbolu na Starym Kontynencie widać jakby gra dla kadry traciła nieco na wartości. Powołanie do występów w narodowej drużynie to marzenie każdego zawodnika i to raczej selekcjoner decyduje, czy nadal widzi danego piłkarza w swojej grupie wybrańców, czy też jednak już nie. Pomijam fakty obrażania się na wszystkich dokoła i odmowę reprezentowania kraju. Może nie powinni "palić za to na stosie", ale co najmniej poddać takiego delikwenta odpompowaniu wody sodowej z głowy.

Wspomniany "Jogi" ciągnie kadrę naszego zachodniego sąsiada od ośmiu lat i w tym roku wiemy, że dopiął swego i zdobył Puchar Świata. "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść - Niepokonanym" - śpiewa zespół Perfect i ten mitologiczny werset gdzieś tam teraz może koleboce się w głowie "misia". Przegrany mecz z Polską (0:2) prasa niemiecka ochrzciła imieniem "Nieoczekiwana Plajta", co brzmi chwytliwie niczym zapowiedź filmu sensacyjnego o gangsterach i grubej forsie. Remis z Irlandią (1:1) określono jako "Szok", a sam Joachim Löw dodał: "W ostatnich minutach byliśmy naiwni". No tak. To przecież zawsze Niemcy grali do końca i to oni "kradli" zwycięstwa w doliczonym czasie.

Po finale mundialu w Brazylii pisałem, że triumf niemieckiej piłki oparł się na ławce rezerwowych, którzy w ważnych momentach dawali takie zmiany że... (cholerka - przypomniałem właśnie sobie Sebastiana Milę i jego wejścia przeciwko Niemcom i Szkotom -oj, gdyby ten strzał z lewusa wszedł na 3:2, po założeniu "siatki", dograniu do Grosickiego...ech, szkoda...)... ręce same klaskały.

Dziennikarze będą jeszcze kilka dni pląsać w rytmie "najgorszy start Niemiec w eliminacjach od X lat", póki nie nadejdzie chmura z gradem goli w Lidze Mistrzów czy w Bundeslidze i owych malkontentów nie przegoni do innych tematów. Patrząc na skład reprezentacji mistrzów świata brakuje choćby takich nazwisk jak Reus czy Ozil, którzy sieją spustoszenie kreatywnością w grze. Listopadowy mecz z Gibraltarem powinien być spacerkiem i formalnością. Później M(i)Ś "Jogi" może zapaść w zimowy sen, bo będzie miał dużo czasu do wiosny, aby niektórzy piłkarze wyleczyli kontuzje, a inni - winowajcy październikowych potknięć - nauczyli się swoich ról w reprezentacyjnym scenariuszu.

Niemiecki futbol ma mocne fundamenty, bo wystarczy wspomnieć fakt zdobycia w tym roku przez kadrę do lat 19 tytułu mistrzów Europy (finał z Portugalią 1:0), ale być może mamy zwiastun czegoś więcej. Rysuje się coraz bardziej wyraźny trend wyrównywania się sił w Europie, prowadzący do tego, że prawie każdy może wygrać z każdym. Piszę "prawie" - bo w koszyku wiecznie marzących o zwycięstwie pieklą się San Marino, Andora czy Gibraltar. Ale gdy weźmiemy na celownik taką Islandię, jej bazowy potencjał w liczbie klubów, liczbie zawodników, brak klubu w Lidze Mistrzów i porównamy to do Niemiec czy Holandii (którą Islandia niedawno ograła w eliminacjach Mistrzostw Europy 2:0), dojdziemy do wniosku, że coraz częściej będziemy mieć przełamanie stereotypów takich jak ten, że "Piłka nożna to taka gra, w której..." - tak, wiem - znacie to powiedzenie i Gary Linekera również.

(© arek.lewenko@interia.pl)

::  Copyright © 2003-2022 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::