ARCHIWUM AKTUALNOŚCI
W samo okienko (6)
Tam Wysoko Ponad Chmurami
01.11.2012r.
Byłem akurat w Markach pod Warszawą. Tuż po spotkaniu z potencjalnym kontrahentem wsiadłem właśnie do samochodu, radio włączyło się automatycznie i głos z kanału TOK FM zaskoczył mnie wiadomością o tym, że Włodzimierz Smolarek zmarł w nocy. Miał dopiero 54 lata.

Nie tylko ja nie mogłem w to uwierzyć. Dziennikarz radiowy połączył się telefonicznie z Józefem Młynarczykiem, kolejnym z wielkiej grupy piłkarzy Widzewa Łódź i reprezentacji Polski, którego głos drżał, zdania były nieskładne, odnosiło się wrażenie jakby litery łamały się w pół, pełne rozgoryczenia do losu, że zabrał nam tak niespodziewanie jego kolegę z boiska, a wielu z nas - dojrzewających w latach 80-tych ubiegłego wieku - Wielkiego Idola... Później fala niedowierzania stawała się tylko coraz wyższa, zalewając niezrozumieniem i rozpaczą rzesze kibiców.

Jakim zapamiętałem Pana Włodzimierza? Po raz pierwszy byłem świadkiem jego kunsztu snajperskiego i charakteru wojownika w meczu NRD - Polska (2:3) w Lipsku w 1981 roku, gdzie po fenomenalnym rajdzie i jego drugiej w tym meczu bramce zapewniliśmy sobie awans do mistrzostw świata w Hiszpanii. To przecież On otworzył bilans strzelecki biało-czerwonych w meczu z Peru (5:1). To przecież On czarował piłkarzy ZSRR w narożniku boiska i zyskiwał cenne sekundy. Padł remis 0:0, który dał nam awans do strefy medalowej i w efekcie trzecie miejsce na świecie. To była niezwykła radość w czasach stanu wojennego. W tamtych dniach każdy chciał być Włodzimierzem Smolarkiem z nr 11 na podwórku, dryblować i strzelać bramki tak jak On. W archiwum pamięci nadal mam okładkę magazynu "Piłka Nożna", na którym Pan Włodzimierz został uwieczniony w hełmie angielskiego policjanta po zwycięskiej przeprawie ze sławnym FC Liverpool w Pucharze Mistrzów Krajowych (prototyp Ligi Mistrzów). U siebie Widzew Łódź wygrał 2:0, a na wyjeździe przegrał co prawda 2:3, ale i tak awansował. Jedną z bramek zdobył właśnie On.

Mijał obrońców jak tyczki w slalomie specjalnym i był niezwykle trudny do sfaulowania. Odtwarzam w pamięci mecz eliminacyjny do MŚ z Grecją (4:1), gdzie zdobył bramkę po kilkudziesięciometrowym biegu, a kilku greckich piłkarzy bezradnie padało na murawę (sprawdźcie to na youtube, bo warto). Taki rajd od połowy boiska widziałem później tylko u Maradony i Messiego. To w końcu jego nazwisko stało się "klątwą Portugalii". Zwycięski gol Pana Włodzimierza z Portugalią (1:0) w fazie grupowej MŚ w Meksyku dał nam awans do ćwierćfinału i był jedynym golem biało-czerwonych na tamtym turnieju. Dwadzieścia kilka lat później łzy wzruszenia same napływały do oczu, gdy Jego syn - Ebi Smolarek - przybrał reprezentacyjny trykot i wbił Portugalii dwa gole w zwycięskim meczu (2:1) w eliminacjach do ME. Historia kołem się toczy... To było niesamowite być świadkiem dwóch pokoleń Smolarków w reprezentacji. A mówią, że nic dwa razy się nie zdarza.

Kolejne mocne wspomnienie to jesień 1992 roku, gdy w świetlicy toruńskiego akademika oglądaliśmy z moim przyjacielem Tomkiem mecz eliminacji MŚ z Holandią. Reprezentacja biało-czerwonych wygrywała już 2:0, potem zrobiło się 2:2 i na boisku pojawił się On, wyciągnięty z ławki rezerwowych przez doping tysięcy gardeł, nie szczędzących głośnego "Włodek Smolarek!". W wieku 36 lat grał jeszcze wówczas w lidze holenderskiej i znał styl gry "Pomarańczowych" jak mało kto. Mało wtedy brakowało, a przechyliłby szalę zwycięstwa na naszą korzyść.

Panie Włodzimierzu - nie sądziłem, że 90. minuta nadejdzie dla Pana tak szybko. Dziękuję za te wszystkie chwile radości i inspiracji dla tych wszystkich, którzy chcieli grać i strzelać tak jak Pan, choć z pewnością dalej urządza Pan rajdy i pogrąża bramkarzy Tam Wysoko Ponad Chmurami przez tych ostatnich kilka miesięcy...

                                                                                                     (AL)

::  Copyright © 2003-2022 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::