ARCHIWUM AKTUALNOŚCI
W samo okienko (5)
Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie
26.10.2012r.
Złośliwi twierdzą, że mija już pięć lat od momentu pojawienia się Jakuba Błaszczykowskiego w Borussii Dortmund, a jej kibice w dalszym ciągu nie nauczyli się poprawnie wymawiać jego nazwisko. Przed każdym meczem na Signal Iduna Arena spiker rozpoczyna prezentację zawodników gospodarzy wypowiadając imię, a blisko osiemdziesiąt jeden tysięcy kibiców wykrzykuje resztę. W tle atmosferę podgrzewa początek utworu AC/DC z numeru "Thunderstruck" i nic dziwnego, że wszystkim przechodzą ciarki po plecach.

Słychać zatem: "Lukaaasz" i zaraz potem "Piszczek!", "Rooobert" i "Lewandowski!", ale gdy pojawia się "Jakuuub" głos trybun odpowiada głośnym "Kuba!". Oniemiałem, gdy to usłyszałem, mając szczęście zobaczyć Borussię w Dortmundzie na żywo. Faktycznie trudno jest naszym sąsiadom umiejętnie zespolić "szcz", ale przecież z Piszczkiem radzą sobie dość dźwięcznie. Widocznie ktoś uznał, że Błaszczykowski to za długie nazwisko.

Było to wiosną w pojedynku z Werderem Brema (1:0), kilka miesięcy tuż przed fatalnym dla nas EURO, gdy polski tercet wiódł niemiecki klub po raz drugi z rzędu po tytuł mistrzowski. Nigdy wcześniej w historii nie zdarzyło się, aby w podstawowym składzie mistrzowskiego, zachodniego zespołu występowało jednocześnie trzech Polaków. Tym bardziej nasze nadzieje na choćby wyjście z grupy finałów EURO były uzasadnione. Obie bramki dla biało-czerwonych zdobyli gracze Borussii, a ja do tej pory nie wiem, jakim "magicznym" zaklęciem posłużył się trener Smuda, że w sobie tylko znany sposób wyczarował dla nas zespół nastawiony bardzo defensywnie i walczący o remisy...

Minęło kilka tygodni po EURO, ruszyły rozgrywki ligowe na Starym Kontynencie i wielu z nas ponownie śledzi występy klubu z Dortmundu dzięki transmisjom Eurosportu. Jakby tego było mało - mamy Borussię na deser w grupowej fazie Ligi Mistrzów. I znowu można podziwiać polskie trio, gole Lewandowskiego, a na trybunach niemieckiego klubu powiewają biało-czerwone flagi, choć przecież nie chodzi tu o mecze międzypaństwowe. To jest właśnie warte podkreślenia, wręcz historyczne symbole, jak mocno zmieniło się postrzeganie Polaków dzięki powyższemu tercetowi.

Tymczasem drugoplanowymi bohaterami w Dortmundzie stali się Bolek i Lolek. Postaci z kreskówki już przed laty stały się graczami eksportowymi w dobranockach dla kilku krajów z byłego systemu komunistycznego. Z pewnością Bolek i Lolek gościł na supergrubych kineskopach w domach byłego NRD i stąd podejrzewam zyskali pewną popularność zza Odrą. W kilku wywiadach przewija się wątek trenera Borussii, Juergena Kloppa, który z sympatią przezywa Piszczka i Błaszczykowskiego właśnie Bolek i Lolek. Jakby na udokumentowanie tego, imiona animowanych bohaterów otrzymały swego czasu nowonarodzone lwiątka w dortmundzkim ZOO.

W minioną środę królewski Real musiał zdjąć koronę i złożyć pokłon na Signal Iduna Arena. Cieszmy się jak najdłużej sukcesami Borussii, bo nie wiadomo kiedy jeszcze nadejdzie taki moment, że to właśnie polski tercet będzie stanowił o sile ognia liczącego się w Europie klubu.

                                                                                                     (AL)

::  Copyright © 2003-2022 MKS Debrzno  ::  Web design by Robert Białek  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone  ::